Aktualności atp http://www.atp.org.pl Oficjalna witryna internetowa Amatorskiego Tenisa Polskiego pl Copyright © Amatorski Tenis Polski Sp. z o.o. All rights reserved. Sat, 20 Mar 2010 22:23:07 +0100 Był Janowicz, będzie i Kubot - newsletter nr 11/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,175,byl-janowicz-bedzie-i-kubot-newsletter-nr-112010.html 132 krążki, jak na amatorski turniej tenisowy, to niezła sumka. Ale jeszcze ważniejsza jest inna statystyka. W Halowych Narodowych Mistrzostwach Polski ATP 2010 w Chorzowie wzięło udział więcej osób niż przed rokiem.Trzy balony, pod nimi łącznie dziewięć kortów. To jeszcze nie All England Lawn Tennis Clubna na Wimbledonie, ale ośrodek Chorzowskiego Towarzystwa Tenisowego jest chyba jedynym w Polsce, w którym można było zorganizować tę imprezę. Kiedyś na sześciu kortach jakoś udawało się zdążyć ze wszystkimi grami. Tym razem byłoby to niemożliwe, ponieważ po raz kolejny padł rekord frekwencji – 221 osób, czyli o kilka więcej niż w zeszłym roku.W takim turnieju chodzi nie tylko o to, kto kogo pokonał i dlaczego. Dla wielu uczestników gemy i sety to sprawa drugo- albo nawet trzeciorzędna. Najważniejsze, żeby dobrze się bawić, a dla niektórych to po prostu okazja, by spotkać starych znajomych i spędzić czas w miłym towarzystwie. Tak mówią z pełnym przekonaniem, kiedy jednak przychodzi pora, aby wejść na kort, każdy z zaciśniętymi zębami walczy aż do ostatniej piłki.Przypadkowych zwycięzców mistrzostw Polski amatorów już nie ma. Niespodzianki się zdarzają, ale ten, kto nie ma za sobą spędzonych na korcie dziesiątek godzin, musi liczyć się z najgorszym. Szybki odjazd z Chorzowa na przysłowiowym rowerku jest bardzo prawdopodobny. Tym bardziej, że do mistrzostw coraz częściej zapisują się osoby z przeszłością zawodniczą. Zasady mówią, że w turnieju może wziąć udział ten, kto nie występował w turnieju zawodowym od pięciu lat lub ukończył 35. rok życia. Tak jak Benjamin Budziak, mistrz świata amatorów, który zgłosił się do trzech kategorii, ale z powodów losowych mógł wystąpić tylko w mikście. Na listę uczestników wpisał się też m.in. Jerzy Janowicz. Juniorowi na start nie pozwoliłyby bezwzględne przepisy, ale senior z chęcią wystąpił w kategorii +55 (przegrał w drugiej rundzie, ale tanio skóry nie sprzedał).Turniej wprawdzie amatorski, ale players’ party być musiało. Impreza odbyła się w pobliskim Domu Kultury. Sala balowa przystrojona, szwedzki stół zastawiony – w takich warunkach można choć na chwilę zapomnieć o rywalizacji na korcie. Szczególnie w czasie losowania nagród (to tradycyjnie gwóźdź programu). Tych bardziej i mniej kosztownych upominków było ponad sto. Nie wszystkie związane z tenisem. Jednym trafiły się w przydziale piłki albo odzież sportowa, a drugim książki, filmy, a nawet sprzęt gospodarstwa domowego. Jeden pan wylosował ryzę papieru. Nikt nie wybrzydzał, a było wielu takich, którzy śmiali się, że to pierwsza rzecz, jaką w życiu wygrali. Nazajutrz mieli na to następną szansę na korcie.Ale zanim nagrody zostały rozdane i zanim zabawa zaczęła się na dobre, wcześniej uczestnicy obejrzeli pokaz slajdów. Były to zdjęcia z poprzednich turniejów amatorskich, dlatego wielu z radością i śmiechem wyławiało sylwetki swoje i sąsiada.Potem został wyemitowany krótki film z Łukaszem Kubotem w roli głównej. Nasz najlepszy tenisista mówił między innymi o tym, dlaczego warto grać w tenisa („dla adrenaliny, dreszczyku emocji, ale też po to, aby poznać ciekawych ludzi”) i zapewnił, że – jeśli okoliczności będą sprzyjające – kiedyś wystąpi w turnieju pod szyldem Amatorskiego Tenisa Polskiego. Uczestnicy mistrzostw chyba potraktowali te słowa jak wyzwanie, bo zamiast bawić się do białego rana, szybko rozeszli się do pokojów, by wyspać się przed jutrzejszymi grami. Impreza trwała niecałe cztery godziny, o północy było już posprzątane. Niby amatorzy, a profesjonalizm pełną gębą!Wyniki na www.atp.org.Prawie jak BryanowieNie trzeba być Agnieszką Radwańską albo Łukaszem Kubotem, żeby zagrać w Wielkim Szlemie. Nie trzeba nawet – jeśli ktoś tam mieszka – ruszać się z Warszawy lub Piaseczna. Wystarczy znaleźć sobie partnerkę lub partnera i zgłosić się do Grand Slam Poland by Siemens. To nowy cykl turniejów dla amatorów, rozgrywanych w klubach Okęcie i Tuan na czterech różnych nawierzchniach – dokładnie takich, jak w Melbourne, Paryżu, Londynie i Nowym Jorku.Zaczęło się na Okęciu. Nie wiadomo, jakie oczekiwania mieli organizatorzy, ale inni mogą im zazdrościć frekwencji: zagrały 34 pary męskie i 14 kobiecych.  Duety, które zajęły pierwsze miejsca, nie straciły nawet seta, ale na zdecydowanie wyżej należy ocenić wyczyn, jeśli można jeszcze raz odwołać się do Wielkiego Szlema, warszawskich Bryanów. Bracia Maciej i Tomasz Górkierowie, choć nie bliźniacy, nie odpuścili rywalom  żadnego gema. W pierwszej rundzie oddali trzy, dzięki czemu Maciej Sołdan i Maciej Żytkiewicz mogą uczciwie powiedzieć, że nikt inny nie sprawił zwycięzcom tylu kłopotów co oni. Ale cóż to za kłopoty – 6:1, 6:2… W drugiej rundzie 6:1, 6:0, w ćwierćfinale 6:0, 6:0, w półfinale dla odmiany 6:0, 6:1, a w ostatnim spotkaniu – z Pawłem Pasiecznym i Łukaszem Pukiem – 6:1, 6:1. Może na innej nawierzchni ktoś dobierze im się do skóry?W konkurencji pań rywalizacja była bardziej wyrównana i logiczna – z każdą rundą Justyna Jackowska i Monika Żywiecka napotykały coraz silniejszy opór. Do tego stopnia, że w finale były naprawdę bliskie straty seta – z Karoliną i Małgorzatą Myszkowskimi. Z siostrami Radwańskimi prosimy ich nie kojarzyć, bo to córka z mamą.Finał wieńczy dziełoNie zawsze. W Stalowej Woli nie trzeba było wygrywać finału, żeby wygrać turniej. Aż dwie kategorie z czterech zakończyły się walkowerami, ale czy to wina zwycięzców – Andrzeja Moczka (open) i Roberta Stępnia (+40).Za to w singlu +50 oraz w deblu walka o pierwsze miejsce była godna stawki, o jaką się toczyła. Aleksander Tor pokonał Marka Licaka 6:3, 2:6, 10-2, a Czesław Fonał i Mieczysław Pęzioł wygrali z Pawłem Kałdanem i Krzysztofem Stecem 6:4, 4:6, 11-9.Tylko dla nastolatkówW Radomiu i okolicach chyba żadne dziecko, które już wie, do czego służy rakieta, nie zostało w domu, kiedy na kortach Returnu zaczynał się turniej. Bez wielkiej przesady można dodać, że wielki. Oto nazwiska zwycięzców: Katarzyna Irzmańska i Jakub Michałkiewicz (kat. –18), Wojciech Marynowski (–14), Kacper Woźniak (–12) oraz Paweł Tęcza (–10). Fri, 19 Mar 2010 11:56:42 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,175,byl-janowicz-bedzie-i-kubot-newsletter-nr-112010.html Łukasz Kubot specjalnie dla atp http://atp.org.pl/aktualnosci,174,lukasz-kubot-specjalnie-dla-atp.html Podczas meczu Pucharu Davisa Polska - Finlandia w Sopocie, najlepszy obecnie polski tenisista Łukasz Kubot znalazł czas żeby porozmawiać z nami o tenisie amatorskim. Zapraszamy do obejrzenia kilku krótkich filmików, które znajdują się na naszym kanale video. Fri, 12 Mar 2010 09:57:38 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,174,lukasz-kubot-specjalnie-dla-atp.html Wzdłuż i wszerz Wisły - newsletter nr 10/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,173,wzdluz-i-wszerz-wisly-newsletter-nr-102010.html W miniony weekend cała tenisowa Polska dołączyła do naszych reprezentantów w Pucharze Davisa, którzy w Sopocie mieli ruszyć w drogę do Grupy Światowej. ATP pomógł kibicom w zakupie biletów, kibice pomagali tenisistom, ale wygrali Finowie. A także ci, którzy woleli oddać się zajęciom praktycznym. Tym razem jednak wybór mieli niewielki – między prawym a lewym brzegiem Wisły w Warszawie.Echa pojedynku Michała Przysiężnego z Jarkko Nieminenem (cztery tiebreaki) szybko dotarły na Grochów, gdzie w dwóch grupach rywalizowali debliści płci obojga. Trzy pary z grupy A natychmiast podążyły za trendem wyznaczonym w Sopocie i uparły się, aby wszystkie mecze pomiędzy sobą zakończyć wynikiem 7:6(5). Mniejszej różnicy między niebem a piekłem w tenisie już nie ma, więc Łukasza Cyrańskiego i Jarosława Maringe należy podziwiać za mistrzowską odporność psychiczną, Jarosławowi Dryjskiemu i Rafałowi Kołodziejskiemu można współczuć dwóch minimalnych porażek, natomiast z Patrykiem Gryziakiem i Piotrem Raciborskim wypada się zgodzić, że już wiedzą, co to są mieszane uczucia. Tylko Natalia Krajewska i Jędrzej Karasek nie bawili się w tiebreaki.Tomasz Mierzwa i Leszek Wrzesień, zwycięzcy grupy B, wszystkie mecze wygrywali na normalnym dystansie, ale nie wszystkich rywali potraktowali jednakowo. Cezarego Goławskiego i Roberta Szczukiewicza oraz Mikołaja Mielcarza i Grzegorza Soszkę pokonali po 6:4, natomiast zdobywców drugiego miejsca, premiowanego awansem do kolejnej fazy turnieju – aż 6:1.W półfinałach nie było odstępstw od teorii, że w finale powinni spotkać się najlepsi w swoich grupach. No to się spotkali, a Mierzwa i Wrzesień skutecznie przekonali wszystkich o wyższości grupy B nad grupą A. 6:2 to mocny dowód.Dzień wcześniej na kortach Orła rywalizowały cztery miksty. Najlepsza okazała się para Natalia Krajewska, Marek Szamocki.Fundator wrażeńNa lewym brzegu Wisły, na Szczęśliwicach, grano o Grand Prix Szkoły Tenisa Net. Można by powiedzieć, że jak zwykle. Jest jednak pewna różnica – chyba po raz pierwszy systemem mieszanym: najpierw grupowym, potem pucharowym.Singla wygrał Zbigniew Popieluch (w finale 9:3 z Marcinem Branickim), ale najwięcej wrażeń sobie i pozostałym uczestnikom turnieju zafundował Tomasz Nowak. Trafił do trzyosobowej grupy C, więc miał do rozegrania przynajmniej dwa pojedynki. W pierwszym uległ Maurycemu Mrówczyńskiemu 8:9(4), w drugim pokonał Tomasza Krawczyka 9:8(1), dzięki czemu awansował do ćwierćfinału. Zdążył jeszcze wyeliminować Andrzeja Dmocha, zanim wpadł na Popielucha. Przegrał wprawdzie 5:9, ale nikt inny nie urwał zwycięzcy aż tylu gemów.W deblu wystartowało aż dwanaście par, w tym jedna mieszana. Magdalena Kujawska i Andrzej Dembowski byli nawet bliscy wyjścia z grupy, ponieważ mecz decydujący o awansie przegrali z Jakubem Książkiem i Maurycym Mrówczyńskim 6:7(5). W tej samej grupie występowali Jakub Garganisz i Piotr Marszałek, na których nie było mocnych od początku aż do końca, czyli finału z Cezarym Goławskim i Robertem Szczukiewiczem – 9:5.A teraz – do Paryża!Zapraszaliśmy do Bydgoszczy na Puchar Federacji, zapraszaliśmy do Sopotu na Puchar Davisa, teraz zapraszamy do Paryża na Roland Garros. To proste – wystarczy wziąć udział w konkursie ATP, Eurosportu i „Tenisklubu”. Szczegóły na www.atp.org.pl/formularzkonkurs.html.Szanowni Państwo!Informujemy, że 14 marca w naszym nowym systemie zarządzania kontem zawodnika, zostanie włączona opcja dezaktywująca wszystkie nieważne konta. Nie przedłużenie licencji do 12 marca skutkuje bezpowrotną utratą dotychczas zdobytych punktów ora pozycji w rankingu. Prosimy o sprawdzenie statusu Państwa profilu na stronie www.atp.org.pl.W razie pytań lub wątpliwości prosimy o kontakt telefoniczny lub mailowy. Tue, 09 Mar 2010 15:56:57 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,173,wzdluz-i-wszerz-wisly-newsletter-nr-102010.html O wyższości ćwiartki - newsletter nr 9/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,172,o-wyzszosci-cwiartki-newsletter-nr-92010.html Wielkoszlemowe ćwierćfinały mają swoich zwolenników, którzy po tej fazie turniejów zaczynają się nudzić. Ich zdaniem właśnie te mecze są zwykle najbardziej zacięte i stoją na najwyższym poziomie. W takim razie z Melbourne do Paryża powinni wybrać się przez Rzeszów.Uczestnicy turnieju o Puchar Podkarpackiej Akademii Tenisowej rywalizowali w dwóch kategoriach - otwartej i +45 lat. Aż pięć z ośmiu pojedynków ćwierćfinałowych trzeba było przedłużyć o super tiebreaka. W jedynym meczu kat. open rozstrzygniętym w dwóch setach Damian Pszczółkowski (nr 7) wyeliminował najwyżej rozstawionego Łukasza Puka 7:5, 6:3. W tenisowej dogrywce Maciej Kwiatek okazał się skuteczniejszy od Ivana Kurymskiego, Krzysztof Karwański (nr 4) od Kamila Guzka, a Konrad Kolbusz (nr 2) od Dariusza Gąbki (nr 8).Później super tiebreaków już nie grano, ale nie można powiedzieć, że mecze przestały być wyrównane. W półfinałach Kwiatek pokonał Pszczółkowskiego 6:3, 7:6, a Karwański Kolbusza 7:6, 7:5. W spotkaniu o tytuł, zgodnie z teorią ćwierćfinałową, zwycięzca - w tym przypadku Karwański - miał już z górki: zwyciężył 6:4, 6:3.Ta teoria trochę się zacięła w kat. +45. Owszem, dwa ćwierćfinały przeciągnęły się aż do super TB, ale pozostałe skończyły się błyskawicznie - 6:1, 6:1 oraz 6:0, 6:0. Ale i to odstępstwo od normy da się łatwo wytłumaczyć. Po prostu konkurencja była mniej liczna, więc dla najwyżej rozstawionych "ćwiartka" była zarazem pierwszą rundą. Na dodatek zwycięzca - Dariusz Gąbka (nr 1) - rozegrał tylko dwa spotkania, bo jeszcze dostał walkowera. W finale pokonał Aleksandra Tora (nr 2) 6:0, 7:5. Jedno wspomnienieJeśli pojedynki nie są dość zacięte, narzekają wszyscy – nawet sami grający. Zwycięzca nie ma pełnej satysfakcji, pokonany wręcz żadnej, a publiczność musi szukać sobie innych meczów do oglądania. A co, jeśli są zacięte za bardzo? Wtedy w ogóle nie ma co oglądać, bo – jak ostatnio na kortach Orła w Warszawie – brakuje czasu na dokończenie turnieju. Finaliści – Łukasz Motor (nr 3) i Robert Laskowski (nr 2) – szukają teraz wolnego terminu w kalendarzu.Udało się natomiast siedmiu parom, które turniej mikstowy rozegrały systemem ligowym. Komplet zwycięstw odnieśli Magdalena Kujawska i Marek Szamocki, a drugie miejsce zajęli Aleksandra Bojzan i Wojciech Dadaczyński. Najważniejsze jednak, że nikomu nie udało się ponieść kompletu porażek, więc wszyscy mają z tego turnieju chociaż jedno przyjemne wspomnienie.Control CCtrl+C, potem Ctrl-V – i relacja z Choszczówka Ladies w Warszawie prawie gotowa. Na pewno trzeba poprawić wyniki, być może zmienić nazwisko finałowej rywalki Katarzyny Chrzanowskiej, a poza tym wszystko się zgadza. Jak w powiedzeniu o niemieckich piłkarzach.Tym razem aż dwie szanse pokonania Chmielewskiej miała Eliza Lintowicz. W pojedynku grupowym przegrała nieznacznie, 6:9, więc w finale mogła liczyć na ciut więcej. A skończyło się jak zawsze, czyli wyraźnym zwycięstwem faworytki – 6:0, 6:3.Gem na wagęNa Okęciu była akurat pora debli. Pięć par, więc nad wyborem systemu rywalizacji nie trzeba było dumać. O ile wygrana przyszła Elżbiecie Bauć i Monice Żywieckiej stosunkowo łatwo (każdy mecz 6:2 albo 6:3), to nad drugim miejscem Joanna Ługowska i Anna Rajtar musiały solidnie się napracować. Z Natalią Kowalczyk i Sylwią Wilk wygrały 7:6, z Agnieszką Dyderską i Ewą Wilk 7:5, więc dosłownie każdy gem był na wagę kolejności na pozycjach 2-4.PrzypominajkaDla posiadaczy Złotych Licencji ATP organizatorzy meczu Pucharu Davisa Polska – Finlandia (5-7 marca w Sopocie) przygotowali bezpłatne karnety. Ich liczba jest ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń!Zmiana w regulaminieInformujemy, że zmianie uległa treść regulaminu programu „atp” w punkcie 1.4.3 podpunkt e:Licencja jednorazowa – upoważnia do startu w turniejach rangi 1-5. Koszt wykupienia licencji jednorazowej uzależnione jest o rangi turnieju:• ranga 4 i 5 – 20 zł• ranga 3 – 30 zł• ranga 1 i 2 – 50 złZawodnik może wziąć udział w turnieju na podstawie licencji jednorazowej maksymalnie 3 razy.przyjmując brzmienie:Licencja jednorazowa – upoważnia do startu w turniejach rangi 1-5. Koszt wykupienia licencji jednorazowej uzależnione jest o rangi turnieju:• ranga 4 i 5 – 20 zł• ranga 3 – 30 zł• ranga 1 i 2 – 50 zł Tue, 02 Mar 2010 20:51:39 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,172,o-wyzszosci-cwiartki-newsletter-nr-92010.html Nowy system logowania i bilety na Puchar Davisa http://atp.org.pl/aktualnosci,171,nowy-system-logowania-i-bilety-na-puchar-davisa.html Miło nam poinformować, że w dniu wczorajszym został uruchomiony system zarządzania kontem Zawodnika w systemie „atp”. Do każdej osoby posiadającej licencję „atp” został wysłany mail z hasłem do pierwszego logowania. Jeżeli ktoś z Państwa nie otrzymał informacji to prosimy o kontakt. Jednocześnie informujemy, że „atp” dysponuje pulą karnetów dla posiadaczy złotej licencji "atp" na mecz Pucharu Davisa Polska – Finlandia. Chętnych prosimy o przesłanie maila na adres biuro@atp.org.pl. Decyduje kolejność zgłoszeń.   Wszystkim organizatorom przypominamy, że do końca lutego należy zgłaszać turnieje rangi 1 i 2. Thu, 25 Feb 2010 12:43:49 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,171,nowy-system-logowania-i-bilety-na-puchar-davisa.html Harce ćwierćfinałowe - newsletter nr 8/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,170,harce-cwiercfinalowe-newsletter-nr-82010.html Według „Nonsensopedii” – humorystycznego odpowiednika „Wikipedii” – Radom jest „światową stolicą zupek chińskich”. Może to i prawda, a może tylko żart drugiej jakości. Pewny jest natomiast fakt, że w miniony weekend był mekką polskich tenisistów-amatorów.Tam wyznaczyła sobie spotkanie elita kategorii open oraz +40, którą było wygrać najtrudniej. Dariusz Gąbka – numer 3 na liście atp, Andrzej Moczek – numer 4, Aleksander Tor i Zbigniew Popieluch – też rankingi jednocyfrowe. Zakłócić tę kolejność to duży wyczyn. A jednak udało się. Jan Papierz, rozstawiony z szóstką, w ćwierćfinale wyeliminował Tora 7:5, 6:4. Na Gąbkę – jak wszystkim zresztą – zabrakło już i sił, i umiejętności. Chociaż w finale Moczek stawiał opór aż do ostatniej piłki super tiebreaka, przegrywając 3:6, 6:4, 6-10.O ile w tym przypadku można mówić o małej niespodziance, to kategorią open wstrząsnęły całkiem spore sensacje. Do półfinałów dostało się bowiem dwóch zawodników nie rozstawionych. W drugiej rundzie Rafał Kilijański wyeliminował Moczka (numer 7 tej konkurencji) 6:3, 4:6, 10-6, natomiast w ćwierćfinale Maciej Kleczewski zaszedł drogę Jackowi Rejczakowi (nr 2) 7:5, 6:7(5), 10-6. Piękny wynik, prawda? W finale spotkali się już jednak faworyci – Łukasz Puk (nr 1) pokonał Krzysztofa Karwańskiego (nr 3) 6:4, 6:3.Pozostali uczestnicy ATP Grand Prix Radomia rywalizowali najpierw w grupach, a potem system pucharowym. W kat. +50 najlepszy okazał się Jan Papierz, zaś w +55 – Jerzy Zięba.Bliżej FedereraSpod czeskiej granicy dochodzą słuchy, że w czołówce rankingu atp szykuje się poważna korekta. Organizator turnieju Wiśnia Cup w Żorach, o czym z dumą donosi, przekonał Wojciecha Jędrszczyka, że brak licencji jest po prostu passe. Dzięki temu kawałkowi plastiku na pewno nikt nie poprawi serwisu ani wytrzymałości ogólnej, ale każdy powinien poczuć, że już mu trochę bliżej do Federera.Jeszcze jako nie rozstawiony Jędrszczyk znów był postrachem „ponumerowanych”. Zaczął od 6:3, 6:1 z Michałem Szołtysem (3), a skończył na 6:2, 6:3 z Michałem Gryszką (2). Później miał być jeszcze finał, lecz Zbigniew Dyrbuś nie mógł wyjść na kort.Procent składanyW Grand Prix Warszawy Amatorek kategoria jest tylko jedna, ale emocji tyle, że można byłoby obdzielić nimi kilka turniejów. I nie ma co się dziwić, skoro regularnie spotykają się na korcie te same panie. Po każdym turnieju rosną nie wyrównane rachunki za porażki, bo rewanże nie zawsze się udają.Jedne z najmniejszych zaległości pod tym względem ma Katarzyna Chmielewska, ponieważ często wygrywa. Tak było i tym razem na kortach Szkoły Tenisa Tie Break. Do finału doszła spacerkiem, zaś w pojedynku o tytuł pokonała Monikę Żywiecką 7:6(4).Szczęśliwickim targiemMężczyźni też mają w Warszawie swoje ulubione miejsca. Jednym z nich jest Szkoła Tenisa Net, a turniej o jej Grand Prix zawsze może liczyć na grono wiernych uczestników. W tym przypadku o powtórki jest trudniej, bo stawka bardziej wyrównana. Maciej Szymański tylko pierwszy mecz wygrał do zera, a w następnych rywale mniej lub bardziej skutecznie domagali się od niego kilku gemów. Najwięcej „utargowali” Andrzej Dmoch i Marcin Branicki, zgodnie przegrywając półfinał i finał po 5:9.Odpowiedź na popytNikt tak nie lubi czytać o sobie jak dzieci. My lubimy natomiast pisać o ich wyczynach na korcie, więc jakoś się dogadujemy. W turnieju Prince Cup na warszawskiej Choszczówce zagrało osiemnaścioro tenisistów w wieku szkolnym, a większość stanowiły dziewczynki! W kategorii 1999-2000 (data urodzenia) do półfinałów przebiła się tylko Marysia Kościelska, która przegrała dopiero w finale – 5:7 z Rene Saksem. W półfinałach kategorii 2001-2002 mieliśmy dla odmiany tylko jednego chłopca. Tomek Frankowski uratował honor kolegów, zwyciężając w finale Zosię Kościelską 10-7, 10-5.Pomocy!Łukasz Kubot przebił się do pierwszej pięćdziesiątki, Michał Przysiężny zbliża się do setki, debliści od dawna są w światowej czołówce, ale to nie znaczy, że poradzą sobie bez nas. A jeśli nawet jakoś by sobie poradzili, to z nami będzie im i łatwiej, i przyjemniej.Dla posiadaczy Złotych Licencji ATP organizatorzy meczu Pucharu Davisa Polska – Finlandia przygotowali bezpłatne karnety. Ich liczba jest ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń! Spotykamy się 5-7 marca w Sopocie! Tue, 23 Feb 2010 11:25:34 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,170,harce-cwiercfinalowe-newsletter-nr-82010.html Gdzie te parytety? - newsletter nr 7/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,169,gdzie-te-parytety-newsletter-nr-72010.html Uczestnicy Zimowego Pucharu Chorzowskiego Towarzystwa Tenisowego wcale nie cierpieli z powodu zimna. Panie, jako że było ich mniej (może właśnie na korcie parytety przydałyby się bardziej niż polityce?), rozgrzewały się grając w grupach, natomiast panowie, nie mając czasu na ceregiele, pokonanych od razu odsyłali do domu. Albo klubowej kawiarni.Parytet zysków i strat Patrycji Szmidt został poważnie zachwiany. Tenisistka z Gliwic oddała rywalkom zaledwie jednego seta – konkretnie Agnieszce Lucińskiej-Kozłowskiej w eliminacjach grupowych. Tak rozrzutna nie była nawet w finale, choć zwycięstwo nad Anną Wichą przyszło jej – jak powiedzieliby niektórzy komentatorzy – „z najwyższym trudem”. To w kategorii open. W +45 wszystkie panie zmieściły się w jednej grupie, którą rządziła Małgorzata Poloczek. Cztery mecze, osiem setów i tylko osiem gemów straconych – niezły bilans, prawda?Organizatorzy nie mogli narzekać na obsadę, bowiem wśród uczestników tego turnieju był lider (Wojciech Sawicki) i dwóch wiceliderów (Paweł Herman i Ryszard Melski) rankingów atp. Nieco innego zdania mogli być ich rywale, ale przecież nawet z Rogerem Federerem też ktoś musi grać.Sawicki, otwierający listę zgłoszeń w kategorii open, zgodnie z planem dotarł do finału, którego jednak nie mógł dokończyć. 6:1, 1:0 wygrał więc Mateusz Walasek. Z roli faworyta najlepiej wywiązał się Herman (kat. +35), w pojedynku o tytuł zwyciężając… Sawickiego 7:6(2), 7:6(5). Śmiało można powiedzieć, że było to spotkanie na szczycie. Melski (+55) dotarł jedynie do półfinału. Przegrał z nie byle kim, bo Zygmuntem Dobroszem, ósmą rakietą tej kategorii wiekowej w Polsce. A w finale – po meczu, o którym obaj tenisiści będą długo pamiętali – Dobrosz pokonał Władysława Króliczaka (3 atp) 6:3, 6:7(6), 10-5.Singla w kat. +45 wygrał Bogumił Woźny, a debla Paweł Herman i Stanisław Obidowicz.Która droga krótsza?Nie zawsze krótsza droga jest naprawdę krótsza… O Puchar Sporteum w Warszawie rywalizowano w dwóch kategoriach wiekowych – w obu najpierw w trzech grupach, a następnie systemem pucharowym. Dwaj zwycięzcy grup mieli w ćwierćfinałach wolny los, a trzeci musiał zdobyć awans na korcie. Łukasz Motor (kat. open) na pewno nie będzie narzekał z tego powodu, bo kiedy faworyci odpoczywali, on pozostawał w rytmie meczowym. Istniało wprawdzie ryzyko, że pod koniec  może mu zabraknąć sił, ale nie zabrakło – w finale pokonał Pawła Grelę 4:6, 6:4, 7:5.W finale kat. +45 doszło do powtórki spotkania grupowego, wygranego przez Tomasza Wawrzyniaka 7:6. Waldemar Żemło był bliski udanego rewanżu, ale na nieco dłuższym dystansie zabrakło mu tym razem dwóch gemów – 7:9.W grupie raźniejW Toruniu lubią grać systemem grupowym od startu do mety. Aż się o to prosi, jeśli w turnieju bierze udział dziewięć par. Każda zagra sobie cztery razy, no i można ustalić dokładną kolejność. Pierwsze miejsce zajęli Andrzej Krauzowicz i Robert Winiecki. Seta nie stracili, ale łatwo nie było. W spotkaniu grupowym pokonali Grzegorza Siczka i Waldemara Szmalca 6:3, 7:6, natomiast w finale A Wojciecha Koniecznego i Włodzimierza Podsiadło (zdobywców drugiej pozycji) 7:5, 6:4. Tue, 16 Feb 2010 12:56:42 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,169,gdzie-te-parytety-newsletter-nr-72010.html Lekcja teorii - newsletter nr 6/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,168,lekcja-teorii-newsletter-nr-62010.html Śnieg podchodzi już do połowy wysokości balonów – całe szczęście, że od zewnątrz – do tego ferie i urlopy zimowe, więc kto tylko może, ten na chwilę – to nadzieja ocierająca się o pewność – zamienia rakietę na narty i pędzi w Tatry, Alpy albo gdzie tam lubi najbardziej.A tym, którzy lubią od czasu do czasu pokibicować i na własne oczy popatrzyć na gwiazdy kortów znane tylko z telewizji, Amatorski Tenis Polski zapewnił możliwość zobaczenia w akcji reprezentantek Polski i Belgii. Wprawdzie do Bydgoszczy na mecz Pucharu Federacji nie przyjechały Kim Clijsters i Justine Henin, a kontuzjowana Urszula Radwańska znalazła sobie zastępcze miejsce na trybunach, ale nikt nie mógł narzekać na nudę. Pewnie wszyscy wolelibyśmy trochę mniej emocji, a więcej radości z wyników, jednak sami dobrze wiemy, że zwycięstw nikt nie daje za darmo. Nie zawsze też wystarczą same umiejętności, jeśli szczęście za nic nie chce się uśmiechnąć. W Bydgoszczy krzywiło się do nas w jakimś grymasie.Tu połówka, a tam ćwiartkaW Warszawie – podczas Grand Prix Szkoły Tenisa Net – najciekawsze okazały się półfinały. Wcześniej wyższość jednego gracza nad drugim była dość wyraźna. Później zresztą też, bo w ostatnim pojedynku Zbigniew Popieluch (nr 1) pokonał Maurycego Mrówczyńskiego (nr 4) 9:2. Ale „połówki” trzymały w napięciu jak należy – Popieluch wyeliminował Marcina Branickiego (nr 3) 9:5, natomiast Mrówczyński wygrał z Andrzejem Dembowskim (nr 2) 9:6.Najbardziej zaciętą fazą deblowego turnieju w Bytomiu były dla odmiany ćwierćfinały. W dwóch z nich nie obeszło się bez super tiebreaków. Przemysław Filipek i Angelika Litwin pokonali Waldemar Szolca i Krzysztofa Świdra 1:6, 6:3, 10-7, a Piotr Hess i Dorian Woczka zwyciężyli Roberta Barana i Jacka Widawskiego 4:6, 6:4, 10-5. Później wszystko rozstrzygano już w dwóch partiach. Może dlatego, że bohaterowie trzysetówek odpadli w półfinałach. Pierwsze miejsce w turnieju zajęli Jan Kania i Tomasz Malmiga, którzy po zaciętym spotkaniu wygrali ze Stanisławem Churasem i Andrzejem Faltyńskim 6:4, 7:5. Wed, 10 Feb 2010 15:42:46 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,168,lekcja-teorii-newsletter-nr-62010.html Przygoda ich życia - newsletter nr 5/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,167,przygoda-ich-zycia-newsletter-nr-52010.html Sami chwalić się nie chcą. Nam też nie wypada, bo przecież przyłożyliśmy rękę do tego, żeby ich przypadkowe spotkanie w trójmiejskim parku nie poszło na marne. Posłużmy się zatem relacją red. Jakuba Ciastonia („Gazeta Wyborcza”, portal sport.pl), który był na miejscu, czyli w Melbourne.Wcale nie Łukasz Kubot i Agnieszka Radwańska jako ostatni Polacy opuścili Australię. W światowym finale amatorskiego Australian Open, którego decydujące mecze rozegrano na Rod Laver Arena, zagrali Marta Kurzacz i Tomasz Wojtowicz.– To przygoda naszego życia – mówili potem „Gazecie". Latem zeszłego roku Marta i Tomasz zwyciężyli w polskich eliminacjach do KIA Amateur Australian Open. – Studiowaliśmy razem na AWF, ale jakoś urwał się kontakt. Któregoś dnia po prostu wpadliśmy na siebie na rolkach w parku. Oboje gramy w tenisa, stwierdziliśmy, że spróbujemy i... wygraliśmy – opowiada Wojtowicz, który w Trójmieście prowadzi stację kontroli pojazdów. Kurzacz jest instruktorką tenisa w jednej ze szkółek dla dzieci. W amatorskim AO mogą startować wyłącznie pary, ale nie muszą to być życiowi partnerzy, po prostu zasadą jest rozgrywanie dwóch singli i miksta w przypadku remisu, czyli trochę jak w Pucharze Hopmana. Zwycięzcy mogli zabrać do Melbourne osoby towarzyszące.Zawodnicy z 16 krajów zagrali najpierw na kortach w Kooyong na przedmieściach Melbourne. To miejsce to kawał historii tenisa, do 1988 r. rozgrywano tam Australian Open, a ostatni turniej wygrał Stefan Edberg pokonując w finale Pata Casha. – Pierwszy raz w życiu grałam na trawie, niesamowite uczucie, ale ciężko było się przyzwyczaić. Piłki odbijały się strasznie nisko – uśmiechała się Marta. Nieprzyzwyczajeni do trawy Polacy rozgromili jednak w mikście Belgów, co na własne oczy widział reporter „Gazety". – To dobrze, że widział pan akurat ten mecz – śmiał się Wojtowicz, bo potem z Holandią podobno tak różowo już nie było. Dzień później grano na twardej nawierzchni w Melbourne Park. Ostatecznie Polacy zajęli miejsca w środku stawki (7-11), wygrali Amerykanie, Nowozelandczycy i Francuzi, ale nie o wynik w całej tej zabawie chodziło.– To świetna promocja tenisa. W Polsce wciąż uważa się go za sport niedostępny, drogi, tymczasem jeśli cztery osoby umówią się na dwie godziny rekreacyjnego debla, to zapłacą 30 zł, tyle co za kino czy wyjście do knajpy. Rakiet nie trzeba od razu kupować, można je wypożyczyć – powiedziała Marta Kurzacz. – W całym Trójmieście jest siedem kortów w hali. Zimą właściwie nie da się grać. Jeśli będzie ich więcej, to spadnie cena i może wreszcie tenis stanie się sportem bardziej powszechnym – uważa Tomasz. – Wciąż trenuje za mało dzieci, nie ma potem z kogo wybierać, dlatego nie jesteśmy jeszcze potęgą, ale to może się zmienić. Dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie tenisa do niektórych szkół – dodała Marta. KIA Motors Polska chce dalej promować amatorski tenis. W tym roku znów zorganizuje krajowe eliminacje. – Tym razem podwoimy do ośmiu liczbę turniejów. Impreza pojawi się w czterech nowych miastach. Zwycięzcy polecą do Melbourne na Australian Open 2011. W 2010 roku zgłosiło się 200 osób, teraz spodziewamy się, że będzie ich więcej – mówi Grzegorz Leśniczek, szef marketingu KIA Polska. – Zobaczyliśmy na żywo Rogera, Rafę, kangury i misia koala. Do Polski na pewno zaimportowalibyśmy też australijską pogodę – uśmiechnął się na koniec Tomasz Wojtowicz.No, z tą pogodą to za bardzo im się nie udało. Wyjazdu zazdrościmy, powrotu współczujemy. Z australijskiego lata w środek polskiej zimy – brrr…Podwójne emocjeKto się napatrzył na zwycięstwa Sereny Williams i Rogera Federera, ten mógł sięgnąć po swoją rakietę i ruszyć na kort. Równie łatwo jak Szwajcar w Melbourne, w Stalowej Woli zwyciężył Łukasz Puk. A nawet jeszcze łatwiej, bo oddając rywalom najwyżej trzy do pięciu gemów w każdym z dwusetowych pojedynków. W finale faworyt kategorii open Skarem Cup pokonał Pawła Kałdana 6:3, 6:0.Żadnej partii nie przegrał także Dariusz Gąbka, najlepszy w kategorii +45, ale on musiał solidnie się napracować w półfinale, aby wyeliminować Jana Papierza – 7:5, 6:4. Wynik następnego meczu, z Aleksandrem Torem, ważył się znacznie krócej – 6:2, 6:1.Jeśli ktoś był żądny emocji, ten musiał skupić swą uwagę na turnieju deblowym. Nie rozstawieni Mariusz Tracz i Artur Wójtowicz pokonali najpierw parę nr 2, czyli Dariusza Cichońskiego i Witolda Nowaka 6:2, 6:2, następnie Huberta Krokosa i Jacka Marczewskiego 6:0, 2:6, 10-6, zaś w finale Pawła Kałdana i Krzysztofa Steca (nr 1) 2:6, 7:5, 10-8.Rankingowy nieporządekTakże w Mazańcowicach nie wszystko potoczyło się w zgodzie z wytycznymi rankingu. Do półfinałów kategorii open awansowało trzech spośród czterech rozstawionych, co jeszcze mieści się w średniej statystycznej niespodzianek. Ale Januszowi Siudzie było tego jeszcze za mało. W ćwierćfinale pokonał Dariusza Nowaka 6:2, 6:2 (nr 2), w „połówce” Szymona Turka (nr 4) 6:3, 6:2, a na koniec Artura Otrembę (nr 1) 4:6, 6:3, 7:6.45-latkowie, z powodu nieco niższej frekwencji, rywalizowali najpierw w grupach. W jednej pierwszego Bronisława Kiełbasę od czwartego Jerzego Ziębę dzieliło tylko jedno zwycięstwo, natomiast w drugiej nie trzeba było szukać dodatkowych punktów regulaminu rozstrzygających o kolejności – Piotr Ceglarz wygrał wszystkie mecze, Janusz Januszyk przegrał tylko raz, więc ci dwa tenisiści trafili do półfinałów. W tej fazie zwycięzcy grup okazali się lepsi od rywali z drugich miejsc, natomiast w pojedynku o tytuł Ceglarz pokonał Kiełbasę 6:4, 6:2.Parytet na mecieNa starcie Grand Prix Szkoły Tenisa Net na warszawskich Szczęśliwicach dziesięciu panów i jedna pani. Całe szczęście, że ustawa o parytetach jeszcze w powijakach, bo jeszcze komuś przyszłoby do głowy, aby podważyć wyniki turnieju.Jedynaczka – Magdalena Kujawska – poradziła sobie wybornie. Wygrała wszystkie mecze w grupie I, zajęła w niej pierwsze miejsce, a wolny los na początku fazy pucharowej wcale nie wybił jej z rytmu. W półfinale pokonała Maurycego Mrówczyńskiego 6:3 i dopiero w ostatnim pojedynku nie dała rady rywalowi, ulegając Jarosławowi Dryjskiemu 3:6. Tue, 02 Feb 2010 09:30:30 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,167,przygoda-ich-zycia-newsletter-nr-52010.html Idźcie tą drogą - newsletter nr 4/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,166,idzcie-ta-droga-newsletter-nr-42010.html Trochę przypadkiem wpadł nam w monitor artykuł o Rayu Aparicio. Ten pan ma 91 lat i ciągle gra w tenisa. Zaczął równo 40 lat temu. Teraz trenuje dwa razy w tygodniu w kilkunastoosobowej grupie, w której najmłodszy dopiero przekroczył czterdziestkę. To co, że w Kalifornii? Morał z tej lektury taki, że nigdy nie jest za późno, żeby kupić sobie rakietę, a potem robić z niej właściwy użytek.Uczestnicy turnieju Pomarańczowej Alternatywy na kortach ST Tie Break Warszawa właśnie ruszyli tą drogą. Rakiety mają od niedawna, jeszcze nie wiedzą wszystkiego o posługiwaniu się nimi, ale zapału, dobrych chęci i animuszu można im tylko zazdrościć. Zwycięzcy, Bogdanowi Wyciszkiewiczowi, oczywiście gratulujemy, zaś pozostałych uspokajamy – nie od razu Kraków zbudowano i nie od razu Łukasz Kubot awansował do pierwszej setki ATP. Zalecamy cierpliwość przechodzącą w wytrwałość. Zwycięstwo prawie bezwonneCi z „pomarańczowych”, którzy przyjechali na korty trochę wcześniej, mogli podejrzeć, jak grają bardziej zaawansowani, bo właśnie kończył się kolejny turniej z cyklu Jak Cudnie Gra Południe. W ten weekend najcudniej i najskuteczniej grał Rafał Kołodziejski. W żadnym z czterech meczów grupowych nawet nie poczuł zapachu kłopotów, natomiast w ćwierć- i półfinale odprawił rywali po 9:1. Dopiero w ostatnim pojedynku musiał się bardziej natrudzić. Trochę się narobił, ale wygrał z Robertem Laskowskim 6:4, 6:4. Ku pamięciA na kortach KT Break – też w Warszawie – spotkali się amatorzy-juniorzy. Jeśli założymy, że im dalej odejdziemy od zawodowstwa, tym ważniejsza jest przyjemność grania, a wyniki spadają na dalszy plan, to uznamy, że największą frajdę miał Maks Czeczotko. Choćby z tego powodu, iż miał udział w dwóch najbardziej zaciętych meczach tych zawodów. Najpierw, w półfinale, pokonał Roberta Chychłowskiego 6:3, 4:6, 10-6. Następnie, żeby lepiej zapamiętać, że sport to nie tylko radość po zwycięstwach, przegrał z Mateuszem Antczakiem 1:6, 6:4, 5-10.Pan Aparicio, gdyby jakimś cudem dowiedział się o tym turnieju, to na pewno zazdrościłby jego uczestnikom, że tak wcześnie odkryli uroki tenisa. Komunikaty– ATP przypomina, że 31 stycznia mija termin zgłaszania drużyn (składy imienne do 31 marca) do rozgrywek ligowych w sezonie 2010. – Na posiadaczy złotych licencji czeka 30 bezpłatnych karnetów na mecz Pucharu Federacji Polska – Belgia (z udziałem m.in. Agnieszki Radwańskiej i Yaniny Wickmayer), który odbędzie się 6-7 lutego w Bydgoszczy. Zgłoszenia do 1 lutego. Wed, 27 Jan 2010 12:34:34 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,166,idzcie-ta-droga-newsletter-nr-42010.html Spotkanie Polska-Belgia tuż, tuż... http://atp.org.pl/aktualnosci,165,spotkanie-polska-belgia-tuz-tuz.html Wszystko wskazuje na to, że podczas spotkania Fed Cup pomiędzy Polską i Belgią dojdzie do pojedynku Agnieszka Radwańska kontra Kim Clijsters. Co prawda oficjalne składy zostaną podane zaledwie tydzień przed meczem, ale można spodziewać się udziału także Urszuli Radwańskiej oraz deblistek Klaudii Jans i Alicji Rosolskiej. Po drugiej stronie siatki najprawdopodobniej stanie też Yanina Wickmayer. Wielkie nazwiska i wielki mecz. Termin: 6-7 lutego 2010. Miejsce: hala Łuczniczka w Bydgoszczy. Stawka: walka o play-off Grupy Światowej. Program: w sobotę 6 lutego dwa mecze gry pojedynczej, w niedzielę 7 lutego - kolejne dwa single i debel, a w przerwach między grami coś dla ducha - duet skrzypcowy Julita & Paula. Wszystko o meczu: www.pzt.pl/fedcup/ Ceny biletów: 30-40 zł normalny, 20-30 zł ulgowy. Ceny karnetów: 50-65 zł normalny, 30-50 zł ulgowy. Sprzedaż prowadzą: www.ebilet.pl, salony Empik i Ruch S.A. oraz Hala Łuczniczka (w dniach meczu kasy biletowe czynne sobota - od godz. 10:00, niedziela - od godz. 9:00). Oferta specjalna dla członków „atp”: - dla posiadaczy złotej licencji * 30 szt. karnetówWszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt telefoniczny 022 855 62 72 lub mailowy biuro@atp.org.pl. Zgłoszenia przyjmowane będą do 1 lutego br. * w przypadku większej liczby chętnych, pula biletów zostanie rozlosowana. - bilety ulgowe za okazaniem licencji przy wejściu na halę Łuczniczka. Dla Kibiców przyjezdnych niespodzianka!  Tutaj znajdą Państwo listę hoteli, które na hasło FED CUP udzielają zniżki. Do zobaczenia w Bydgoszczy!   Fri, 22 Jan 2010 15:18:43 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,165,spotkanie-polska-belgia-tuz-tuz.html Jak daleko, jak blisko - newsletter nr 3/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,164,jak-daleko-jak-blisko-newsletter-nr-32010.html O Australian Open w najbliższym czasie wspomnimy jeszcze nie raz i nie dwa. Nie tylko za sprawą Federera, Nadala, Szarapowej (niektórzy już zdążyli odetchnąć z ulgą…), Clijsters czy Henin. Przecież w Melbourne mamy „naszych”. Obok Radwańskiej i Kubota zagrają także Marta Kurzacz i Tomasz Wojtowicz – zwycięzcy polskich eliminacji do KIA Amateur Australian Open 2010.Poza sportową przygodą życia możemy im pozazdrościć także pogody. Podobno pada… Co tam deszcz, kiedy nam tu zamarzają samochody! Na szczęście nie wszystkie, więc można jakoś dojechać na turniej. W Chorzowie parking był pełny. Hala też.Artur Otremba nie miał daleko – z Tychów to raptem ok. 30 kilometrów, niecała godzina jazdy. Znacznie dłużej grał, bo nie dość, że zgłosił się do dwóch kategorii, to w obu zwyciężył. Trzeba jednak przyznać, że na korcie bardzo się śpieszył, żeby zdążyć z meczu na mecz. A śpieszył się tak, że żadnemu rywalowi nie oddał nawet seta. W finale kategorii open pokonał Dariusza Nowaka 6:1, 6:2, a w +35 – Dariusza Chmielewskiego 6:2, 6:0.W obu kategoriach singla kobiet zdarzyły się zaledwie dwa pojedynki, które wymagały dodatkowej partii. W ćwierćfinale open Ewa Sakwerda wygrała z Anną Czarnecką 6:1, 1:6, 12-10, ale do ostatniej rundy nie dotarła. W „połówce” uległa 5:7, 3:6 Patrycji Szmidt, która następnie zwyciężyła Annę Wichę 6:1, 6:3.W kat. +45 panie rywalizowały systemem grupowym. Stawką super tiebreaka było drugie miejsce. Zajęła je Gabriela Sławik, pokonując Małgorzatę Poloczek 4:6, 6:2, 10-3. Bezkonkurencyjna okazała się Jadwiga Gołda.Najbardziej zaciętą walkę stoczyli mężczyźni w kat. +45. Do tiebreaka doszło trzykrotnie. W dwóch przypadkach zwycięzcy odpadli w następnej rundzie, natomiast Leszka Lemczaka – 6:4, 6:7(5), 10-6 z Maciejem Urysem – nie miał kto wyeliminować, ponieważ był to już finał.A co ma powiedzieć Robert Zając, pierwszy w kat. +55, rozegranej systemem grupowym? Zygmunta Dobrosza pokonał 2:6, 6:3, 12-10, Władysława Króliczaka 1:6, 6:4, 10-7, a potem mógł na podium porozmawiać z nimi o tym, jak niewiele dzieli zwycięstwo od porażki.W finale debla Paweł Lewit i Dariusz Nowak wygrali z Wojciechem Pietrzakiem i Waldemarem Żemło 6:0, 6:0, natomiast w finale miksta Katarzyna Bieniec i Dariusz Nowak zwyciężyli Annę i Piotra Wichów 6:1, 6:2.Ozdoby damskieOzdobą fazy grupowej turnieju z cyklu Grand Prix Warszawy Amatorek na Ursynowie był pojedynek Beaty Kozłowskiej z Iwoną Domańską, zakończony wynikiem 7:5. Obie awansowały do półfinału i obie przegrały z Moniką Żywiecką – najpierw Domańska 4:6, a Kozłowska, już na koniec zawodów, 3:6.Z tenisem za pan bratKilkaset metrów dalej, na terenie SGGW, noworoczny turniej rozegrały dzieci, które nie skończyły jeszcze 12 lat. Prawie wszystkie mecze z udziałem braci Andrzejczaków kończyły się ich zwycięstwami. Jacek zajął pierwsze miejsce, Bartek trzecie, a między nimi na podium stanął Kajetan Bolski.Przegląd kadrJeszcze szerszy przegląd najmłodszych talentów odbył się na Choszczówce. Kolejny turniej o Puchar Prince’a wygrali Kacper Sitowski (roczniki 1996-98), Filip Kolasiński (1999-2000) i Maks Okoński (2001-02). Tue, 19 Jan 2010 15:06:26 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,164,jak-daleko-jak-blisko-newsletter-nr-32010.html Na złość zimie - newsletter nr 2/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,163,na-zlosc-zimie-newsletter-nr-22010.html W telewizji, radiu, w gazetach – wszyscy wszystkim o wszystkim przypominają. Jakby zimy nigdy nikt nie widział... My też przypominamy o terminie zgłoszeń do rozgrywek ligowych, ale tylko dlatego, że to nowość w programie „atp – gram, bo lubię”. Zatem do 31 stycznia trzeba wysłać zgłoszenie drużyny, a do 31 marca podać jej skład.Skoro już ustaliliśmy, że zima jest i pewnie jeszcze trochę z nami pobędzie, to nauczmy się z nią żyć. Kłopotów, owszem, narobiła, bo zasypała szosy i unieruchomiła pociągi, ale na Puchar Trzech Króli do Chrząstowic koło Opola dotarło prawie pół setki tenisistów. Była wśród nich Agnieszka Widziszowska, ale czy mogło jej zabraknąć? Retoryczne pytanie. Zwyciężczyni sprzed roku i dwóch lat nie wypadało zasłaniać się śniegiem i mrozem. Przyjechała, zagrała i zwyciężyła po raz trzeci z rzędu, na dodatek trzeci raz jako zawodniczka nie rozstawiona. Dobrze by było zarezerwować jej jakiś numer w przyszłym roku.Panowie oznaczeni jedynkami nie mogli uzyskać bardziej ekstremalnych wyników. Adam Sakwerda (kat. +45), Andrzej Bednarz (+50) oraz Roman Mrozek (+65) zwyciężyli bez straty seta, natomiast Ryszard Melski (+55) i Kazimierz Listek (+60) nie wygrali nawet jednej partii. W tych konkurencjach najlepsi okazali się Paweł Wojtyczka i Zygmunt Dobrosz, obaj rozstawieni z trójką.NadkompletRównież w Warszawie – w turnieju o Grand Prix Szkoły Tenisa Net na Szczęśliwicach – wyższa pozycja na liście zgłoszeń nie zagwarantowała sukcesu. Zbigniew Popieluch (numer 1) przegrał po tiebreaku w półfinale z Maciejem Szymańskim, który – z powodu nadkompletu chętnych do gry – musiał najpierw przejść przez rundę eliminacyjną. Jeszcze wcześniej odpadł Tomasz Krawczyk (numer 2), ulegając 0:6 Filipowi Jaworskiemu. Pierwsze miejsce zajął Tomasz Wawrzyniak. W finale pokonał on Szymańskiego 9:5, ale najtrudniejszą przeprawę miał dwie rundy wcześniej – 7:5 z Marcinem Branickim (numer 3).W turnieju deblowym (system grupowy) bezkonkurencyjni okazali się Jarosław Dryński i Rafał Kołodziejski. 9:2, 9:1, 9:0 – niech ktoś powie, że to nie jest imponujący bilans?Zgodnie z rozkłademNa Okęciu z powodu śnieżycy albo mrozu można odwołać samolot, ale nie turniej tenisowy. Wprawdzie OTC Ladies Singles nie są rozgrywane na lotnisku, ale całkiem blisko – na kortach Okęcie Tennis Club. Największe emocje zapewniła obserwatorom Joanna Gałuszka-Garnuszek. W pierwszej rundzie pokonała Mariolę Tafil 9:6, a w ćwierćfinale uległa Janinie Karasek 5:7. A skoro odpadła, to pozostałe pojedynki nie były już tak wyrównane. Łącznie z finałowym, w którym Karasek wygrała z Agnieszką Lucińską-Kozłowską 9:4.Sztuka tiebreakaKażdy mecz zaczyna się od serwisu, tylko niektóre kończą się tiebreakiem. Podczas deblowego Pucharu Torunia (system grupowy w eliminacjach i finale; podkreślmy też stuprocentową frekwencję) tylko trzy spotkania wymagały dogrywki. I chyba to nie przypadek, że wygrały je pary, które zajęły ostatecznie miejsca pierwsze, drugie oraz czwarte (najwyższe w finale B) – Andrzej Krauzowicz i Robert Winiecki, Wojciech Konieczny i Włodzimierz Podsiadło oraz Marek Ciechanów i Piotr Wernerowicz. Trzecią pozycję wywalczyli Tomasz Kaczor i Krzysztof Polaczek.Prawie równoWyjątkowo zacięta była rywalizacja w Turnieju Noworocznym na warszawskich Kabatach (kat. –14). Na korcie stanęło pięciu chłopców, a zdobywców pierwszego i czwartego miejsca dzieliło zaledwie jedno zwycięstwo. Najwięcej powodów do zadowolenia miał Michał Han, który jedyną porażkę poniósł właśnie z tym czwartym – 3:6 z Michałem Jakubowskim. Wed, 13 Jan 2010 08:54:49 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,163,na-zlosc-zimie-newsletter-nr-22010.html Czterech za jednego - newsletter nr 1/2010 http://atp.org.pl/aktualnosci,162,czterech-za-jednego-newsletter-nr-12010.html Sylwester trochę się nam przeciągnął… Nie wszyscy zdążyli wrócić z zabawy przed pierwszym weekendem 2010 roku, więc organizatorzy turniejów wzięli sobie zasłużone wolne. Ale już koniec tego urlopu – w Nowy Rok atp wchodzi z nowymi pomysłami.Najważniejszy to rozgrywki drużynowe. Polacy nie gęsi, też swoją ligę będą mieli. To nic, że na wzór niemieckiej, w której występuje mniej lub bardziej (z naciskiem na bardziej) regularnie kilkaset tysięcy amatorów. Przez dwa lata poznaliśmy się już na tyle dobrze, że wiemy, jak kto gra. Teraz pora połączyć siły – zagrać nie tylko przeciwko sobie, ale i razem, w jednym zespole.Instrukcja obsługi jest prosta – wystarczy skrzyknąć się w cztery osoby, które stworzą drużynę. Następnie trzeba znaleźć w okolicy, najlepiej za pośrednictwem atp, cztery grupy podobnych zapaleńców i rozegrać z nimi – jako to w lidze – systemem „każdy z każdym” mecze składające się z czterech singli oraz dwóch debli (mogą być także miksty). Goście przyjeżdżają z piłkami, gospodarze zapewniają obiekt i organizują spotkanie integracyjne. Zgłoszenie drużyny do tych rozgrywek musi nastąpić do 31 stycznia 2010. Z podaniem konkretnego składu można poczekać nawet do 31 marca. Wpisowe to tylko 100 złotych od drużyny, więc za jedyne 25 na osobę można nagrać się do woli. Emocje – także dla kibicujących kolegom z teamu – bezcenne!Zwycięzcy rozgrywek regionalnych w 2010 roku utworzą I ligę, która rozpocznie rywalizację w następnym sezonie. Kluby z drugich miejsc trafią do II ligi, z trzecich do III i tak dalej…Warunkiem udziału jest posiadanie ważnej licencji (szczegółowy regulamin na stronie www.atp.org.pl). Każdy mecz rozegrany w ramach ligi będzie zaliczany do rankingu. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby punktowane były także wszelkiego rodzaju rozgrywki klubowe (challenge, ligi wewnętrzne itp.). Mogłyby one zresztą stać się pierwszym krokiem do ligi ogólnokrajowej. A dla tych, którzy nie czują się na siłach, aby ruszyć z rakietą w Polskę i wolą grać tylko w swoim klubie, powstanie trzecia kategoria licencji.Gracze zaawansowani są coraz bardziej zaawansowani, więc warto więcej uwagi niż dotychczas poświęcić początkującym. Konsultacje „centrali” atp z przedstawicielami klubów i ośrodków pokazały potrzebę promowania turniejów w kategorii „pomarańczowej”. W 2010 roku powinno być ich więcej niż w 2009. Z korzyścią dla całego tenisa. Przydatne linki:Regulamin rozgrywek drużynowychFormularz zgłoszenia drużyn Wed, 06 Jan 2010 12:45:02 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,162,czterech-za-jednego-newsletter-nr-12010.html Święta na korcie - newsletter nr 53/2009 http://atp.org.pl/aktualnosci,161,swieta-na-korcie-newsletter-nr-532009.html Telewizor to jednak wróg. Przez całe święta, jak katarynka, powtarzał nam, żeby choć na chwilę odejść od stołu, pójść na spacer, na narty albo chociaż trochę pogimnastykować się samemu w domu. Dla świętego spokoju posłuchaliśmy, a niektórzy ruszyli nawet na kort!W drugi dzień Bożego Narodzenia na kortach Orła Warszawa odbył się turniej mikstowy na sześć par. Wybrano system ligowy – każdy z każdym. Gdzieś w kącie hali wciąż jeszcze ukrywał się Mikołaj, więc nikt z uczestników nie wrócił do domu bez choćby jednego zwycięstwa. Wspaniałą formę – powiedzmy, że zupełnie nieświąteczną – zaprezentowali Agnieszka Krauze i Cezary Goławski, którzy wygrali wszystkie mecze, tracąc w nich zaledwie cztery gemy.Nazajutrz – na zakończenie świątecznego tygodnia – miejsce par mieszanych zajęły pary deblowe. Było ich aż 13, więc rozegrano najpierw eliminacje w grupach, a następnie ćwierćfinały, w których zwycięzcy grup nie bez trudu (trzy razy po 6:4) pokonali zdobywców drugich miejsc. W półfinałach emocji było znacznie mniej, bowiem oba zakończyły się wynikiem 6:2. Jeśli wtedy ktoś poczuł się choć trochę rozczarowany, to finał wynagrodził mu tę przykrość z dużą nawiązką. Patryk Gryzak i Piotr Raciborski przegrali z Januszem i Markiem Bauciami pierwszego seta 5:7, drugiego wygrali 6:4 i potrzebny był super tiebreak – równie wyrównany jak poprzednie partie. 10-8 zwyciężyli Gryzak i Raciborski.Nowy Rok, nowy regulaminOd 1 stycznia 2010 będzie obowiązywał nowy regulamin programu „atp – gram bo lubię”, dostępny tutaj Gorąco zachęcamy do lektury zarówno zawodników, jak i organizatorów. Zmianie uległa również aplikacja turniejowa, którą można pobrać tutaj Do Siego Roku! Tue, 29 Dec 2009 17:37:57 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,161,swieta-na-korcie-newsletter-nr-532009.html Tu rura break, a tam tiebreak... - newsletter nr 52/2009 http://atp.org.pl/aktualnosci,160,tu-rura-break-a-tam-tiebreak-newsletter-nr-522009.html Tu nie jeżdżą pociągi, tam pękają rury… Brrr, zima. Jedną z jej ofiar padł także tenis – na obiekcie Orła w Warszawie zdarzyła się awaria i trzeba było odwołać turniej. Gdzie indziej grano zgodnie z planem, bo nawet przedświąteczne zakupy nie mogły przeszkodzić w wyjściu na kort.W Toruniu, gdzie systemem grupowym walczyli debliści, było wyjątkowo gorąco. Wystarczy powiedzieć, że w 18 meczach rozegrano w sumie aż 13 tiebreaków małych (setowych) i dużych (meczowych, zamiast trzeciej partii). Tak wyrównany poziom spowodował, że każde spotkanie mogło wywrócić tabelę do góry nogami, a w żadnym nie można było z góry wskazać pewniaka. W aż pięć tiebreaków zamieszani byli Edward Grzelecki i Jerzy Nowakowski. W grupie eliminacyjnej zajęli pierwsze miejsce po zwycięstwach 6:4, 3:6, 10-8 nad Piotrem Michałkiewiczem i Waldemarem Szmalcem oraz 4:6, 7:6, 7-4 nad Tomaszem Kaczorem i Markiem Koniuszkiem.W finale A poszło im już gorzej, bo zakończyli występ dwiema porażkami, w tym 6:4, 6:7, 4-7 z Andrzejem Krauzowiczem i Robertem Winieckim. Stawką tego meczu było drugie miejsce. Pierwsze, z kompletem zwycięstw i trzema tiebreakami, zajęli Wojciech Konieczny i Włodzimierz Podsiadło.Przy okazji ważna informacja dla chętnych do wzięcia udziału w kolejnym turnieju w Toruniu. Został on przeniesiony z 16 na 9 stycznia 2010 z powodu ferii szkolnych. Zawodowi MikołajeŻycie klubowe na poznańskim Kortowie zawsze kwitnie bujnie, ale turniej gwiazdkowy, ze względu na termin, toczył się w szczególnej atmosferze. W przerwie uczestnicy podzielili się opłatkiem i złożyli kolegom życzenia – w ogóle zapachniało Bożym Narodzeniem. W roli świętych Mikołajów rozdających wprawdzie nie prezenty, ale nagrody wywalczone na korcie, wystąpili Michał Przysiężny i Filip Anioła. To jeszcze jeden dowód na to, że tenis amatorski nie odpadł daleko od zawodowego.Wydarzeniem zawodów był powrót, po długiej przerwie, Doniego Allecou. Zwycięzca poprzedniego cyklu Kortowo Cup dotarł do półfinału, w którym uległ 4:6, 3:6 Pawłowi Przybylskiemu. A w finale spora niespodzianka w postaci zwycięstwa 3:6, 6:4, 9-7 Krzysztofa Kluczki. RodzynekW Sosnowcu też świątecznie i bardzo kameralnie. 16 (proszę czytać: szesnaścioro, a nie szesnastu) uczestników podzieliło się na dwie kategorie – open i +45. W otwartej wystąpiła Katarzyna Bieniec, jedynaczka w całym towarzystwie. Trudno powiedzieć, by cieszyła się specjalnymi względami losu, ponieważ od razu trafiła na najwyżej rozstawionego Dariusza Nowaka. W pojedynku z 15. amatorem według rankingu atp spisała się bardzo dzielnie, a w nagrodę zdobyła gema. W finale Łukasz Pudo nie zadowolił się nawet setem i pokonał Nowaka po super tiebreaku 6:3, 3:6, 10-6.Wśród 45-latków bezkonkurencyjny był Michał Klimczak, który zwyciężył bez straty seta. Wesołych Świąt!Wszystkim tenisistom – bez względu na płeć, wiek i umiejętności – życzymy wszystkiego najlepszego z okazji Bożego Narodzenia. Zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń. Nie, nie wszystkich – bo w niektórych przypadkach musiałoby się to stać kosztem innych graczy. I żebyśmy wszyscy, choć zapracowani, zawsze znaleźli czas, aby wpaść na kort. Tue, 22 Dec 2009 18:21:04 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,160,tu-rura-break-a-tam-tiebreak-newsletter-nr-522009.html Czynne do ostatniego gracza - newsletter nr 51/2009 http://atp.org.pl/aktualnosci,159,czynne-do-ostatniego-gracza-newsletter-nr-512009.html Zima wreszcie pokazała całą krasę, ale w Katowicach mało kto miał czas, aby ją podziwiać. Do halowego turnieju o Puchar Prezydenta Miasta zgłosiło się aż 59 graczy, w tym 39 z licencjami atp. Trzy osoby nie dojechały na kryte korty Pro-Tenu, ale i tak sędziowie mieli co robić. Zaczęło się w sobotę, a trzy finały odłożono na poniedziałek.Umówmy się więc, że to wiadomość z ostatniej chwili – w finale kat. +35 Agnieszka Widziszowska pokonała Annę Wichę 6:4, 7:5, biorąc udany rewanż za porażkę grupową 6:3, 1:6, 4-10. Uczestniczki rywalizacji w kat. +45 uwinęły się znacznie szybciej, bo zmieściły się w jednej grupie, którą z kompletem punktów wygrała Gabriela Sławik.Tenis to taki dziwny sport – można wygrać więcej piłek, a przegrać mecz. W finale kat. +35 padł remis – Krzysztof Karwański i Bogdan Głąb zdobyli po 13 gemów. Ten pierwszy rozłożył je sobie niezbyt równomiernie i dlatego pokonał rywala. Gem w pierwszym secie, po sześć w drugim i trzecim – i oto rozwiązanie zagadki. Konkretnie 1:6, 6:4, 6:3.Oczekiwanie na poniedziałkowe finały najlepiej będą wspominali Bogumił Woźny (+45; wygrał z Romanem Wędrochą 6:4, 3:6, 6:3) oraz Tomasz Musiorski i Piotr Wicha (debel; 6:4, 6:4 ze Sławomirem Drążkiewiczem i Dariuszem Nowakiem).Ośmioro graczy znalazło jeszcze dość sił, aby zmierzyć się w mikście. Cztery pary, system każda z każdą, a pierwsza nagroda dla Anny Czarneckiej i Marcina Moszczuka, którzy nie oddali nawet seta.Pewnie, że nie samym tenisem turniej żyje. Było losowanie nagród, było spotkanie – trudno nazywać je integracyjnym, bo przecież znakomita większość uczestników już od dawna jest zintegrowana – połączone z losowaniem nagród. A jeśli komuś dokuczył głód albo pragnienie między meczami, ten znalazł ratunek w restauracji czynnej do ostatniego klienta.Trzeci na szczycieW Pabianicach miało dojść do spotkania na szczycie. Na turniej o Puchar Dyrektora MOSiR w Pabianicach przyjechali Łukasz Puk i Wojciech Sawicki – numery 1 i 2 rankingu atp w kategorii otwartej. Nie mógł się go doczekać zwłaszcza lider, bo od pięciu tygodni czekał na okazję do rewanżu za porażkę w Rzeszowie.No i jeszcze trochę będzie musiał poczekać, ponieważ faworytów pogodził Jakub Ulczyński. Sawickiego wyeliminował w półfinale 6:1, 7:6, a Puka pokonał 6:2, 6:0 w pojedynku o główne trofeum.Swoje pozycje rankingowe obronili – choć z trudem – finaliści kategorii +35. W półfinale rozstawiony z nr 1 Michał Andrzejczak wygrał z Andrzejem Moczkiem (nr 4) 7:6, 2:6, 11-9, natomiast Krzysztof Stasiak (nr 2) miał trudną przeprawę już w pierwszym meczu z Robertem Śliwińskim – 7:6, 6:4. W finale dość pewnie – 6:4, 6:2 – zwyciężył Andrzejczak.Panowie po „50” zaprezentowali wariant pośredni. Zaczęli od nieoczekiwanej porażki Waldemara Szmalca (nr 2) z Andrzejem Wasidłowem 3:6, 1:6. Z każdą rundą jednak ta niespodzianka bladła, bowiem jej sprawca zawędrował aż do finału. Nie dał w nim rady najwyżej rozstawionemu Jackowi Merwartowi, który wygrał 6:1, 6:2.Wszystko w porządkuW Grand Prix Szkoły Tenisa Net wszystko w porządku, zwłaszcza rankingowym. Spośród 16 uczestników turnieju singlowego czterech zostało rozstawionych i właśnie oni obsadzili wszystkie miejsca w półfinałach. Trzech straciło zgodnie po trzy gemy, Andrzej Dembowski „aż” pięć, ale to właśnie on obronił pozycję numer 1, zwyciężając Adama Duka (nr 4) 9:0 i Pawła Kałdana (nr 2) 9:5.Grę podwójną wygrała para mieszana. Magdalena Kujawska i Marek Szamocki zajęli wprawdzie drugie miejsce w grupie, ale w finale zrewanżowali się Pawłowi Celaremu i Krzysztofowi Ryńskiemu – 9:7.Tryb przyśpieszonyNa Choszczówce żadnych mikstów, żadnych parytetów – same kobiety. 11 pań zaczęło od eliminacji grupowych. W błyskawicznym tempie zwyciężyła Katarzyna Chmielewska; jakby się bała, że za chwilę na korty Sporteum Tennis & Ski wpadnie spóźniona Justyna Jackowska i znów wygra. Nie wpadła, więc – tracąc tylko trzy gemy w pięciu meczach – zwyciężyła Chmielewska.Nowy adresNa mapie atp pojawił się nowy ośrodek – Okęcie Tennis Club. Korty są, infrastruktura jest, więc nie ma na co czekać – trzeba grać. W inauguracyjnym PTC Ladies Doubles wystartowało dziewięć par. Bezkonkurencyjne okazały się Elżbieta Bauć i Janina Karasek, które wygrały wszystkie mecze – w finale 10:5 z Jolantą Kwilman i Grażyną Miętus-Kurbiel. Tue, 15 Dec 2009 11:13:32 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,159,czynne-do-ostatniego-gracza-newsletter-nr-512009.html Siostry Radwańskie na turnieju atp! - newsletter nr 50/2009 http://atp.org.pl/aktualnosci,158,siostry-radwanskie-na-turnieju-atp-newsletter-nr-502009.html Zaryzykujmy i postawmy tezę, że przez trzy dni korty krakowskiej Akademii Wychowania Fizycznego leżały w samym centrum tenisowej mapy Polski. Brakowało chyba tylko Marty Domachowskiej.Zaczęło się w Barbórkę, a skończyło w Mikołajki. W weekend rozegrano III Mistrzostwa Małopolski Amatorów o Puchar JM Rektora AWF, a dzień wcześniej odbył się wyjątkowy trening z udziałem Agnieszki i Urszuli Radwańskich, Anny Korzeniak oraz Joanny Sakowicz-Kosteckiej. – Jeszcze niedawno można byłoby powiedzieć, że to zajęcia z udziałem czterech najlepszych polskich tenisistek. Brakuje tylko Domachowskiej – śmiał się Bogdan Sakowicz, który razem z córką i jej mężem sprawował pieczę nad turniejem.Przy organizacji pomagali też studenci uczelni. Swoje kilka groszy dorzuciły nawet siostry Radwańskie. Też studiują, choć na razie zdążyły wysłuchać dwóch wykładów i... przeniosły się na inny kierunek (zaoczna turystyka). Jak same mówiły, angażują się, bo zależy im na promocji tenisa. W niedzielę na korty wpadła natomiast Magdalena Grzybowska. Chyba po raz pierwszy pokazała się publicznie ze swoim nowo narodzonym synkiem, Jaśkiem.Na korcie było równie tłoczno jak poza nim. Rywalizowano w pięciu kategoriach, a wpisowe zdecydowało się wpłacić więcej osób niż w poprzednich latach. Plan gier był napięty jak na Wimbledonie. Mimo że wszystkie sety zaczynały się od stanu 2:2, pierwszego dnia mecze toczyły się na wszystkich trzech kortach jeszcze długo po północy. Ostatni „gem, set, mecz” padł o w pół do drugiej.– Liczba zgłoszeń przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Byli ludzie nie tylko z Krakowa, ale z całej Polski. Jeden pan przyjechał nawet prosto z wakacji z Meksyku. Poziom? Niespodziewanie bardzo wysoki. To był zdecydowanie najlepszy turniej z dotychczasowych – cieszyła się Sakowicz-Kostecka.W kategorii open zwyciężył Bartłomiej Przybył, który kiedyś próbował grać zawodowo, ale jego kariera nie trwała długo. W wyższych kategoriach wiekowych triumfowali Wojciech Wojciechowski i Stanisław Obidowicz. Wśród pań bezkonkurencyjna była Teresa Stochel. W grze podwójnej przez całą drabinkę bez straty seta przeszli Wojciech Buczkowski i Krzysztof Sieniawski.W mistrzostwach wystartował m.in. Mateusz Ligocki, utytułowany snowboardzisty, który przygotowuje się do startu na igrzyskach olimpijskich w Vancouver. – Co tu robię? Od dziecka gram w tenisa, ale między innymi ze względu na warunki fizyczne postawiłem na snowboard – powiedział zadowolony z siebie przed meczem drugiej rundy. Pierwszą przeszedł dzięki walkowerowi.Wszyscy grają…Ostatni turniej cyklu Wiśnia Cup w Żorach został zgłoszony do atp i od razu magnes zadziałał. Do stałych bywalców dołączyło kilku przyjezdnych, w tym trzech z oddalonego o 200 km. Organizatorzy witali wszystkich – nie, nie chlebem i solą – okazałym tortem w kształcie kortu. Może i mało dietetyczny, ale za to pyszny. Poza tym kto nie chciał, ten nie musiał nadużywać kalorii, ale mało kto odmówił sobie tej przyjemności.A na korcie, tym prawdziwym, wykuło się nowe tenisowe powiedzenie – wszyscy grają, a i tak wygrywa Wojciech Jędrszczyk. Zmęczenie wcześniejszymi meczami dało się we znaki zwłaszcza Pawłowi Bączkowi, drugiemu finaliście, któremu sił wystarczyło tylko na 40 minut walki. Przy okazji organizatorzy już zapraszają wszystkich chętnych do udziału w przyszłorocznym Wiśnia Cup. Pierwszy turniej 21 lutego w samo południe.Dla potrzebującychJubileuszowy, dziesiąty turniej amatorów w Mazańcowicach zgromadził na starcie 46 tenisistów – takiego tłoku na tamtejszych kortach jeszcze nie było. Czterech spośród z nich skorzystało z okazji i dołączyło do atp.Wojciech Sawicki, zwycięzca kategorii open, zrezygnował z nagrody rzeczowej – dużej torby tenisowej – i poprosił organizatorów, aby przekazali ją komuś bardziej potrzebującemu, najlepiej jakiemuś dziecku. On też kiedyś dostał taką pomoc, więc pora jakoś się odwdzięczyć losowi za życzliwość.W kategorii +45 najwyższymi umiejętnościami tenisowymi oraz najmocniejszymi nerwami wykazał się Mieczysław Piwowarski, który trzy z czterech pojedynków (w tym finałowy z Januszem Haratem) wygrał w trzech setach po super tiebreaku.Hojna jesieńNajwięcej nagród rozdano w Katowicach – w Pucharze Zimy rywalizowano w aż siedmiu konkurencjach. Oto lista zwycięzców: Katarzyna Bieniec (open), Małgorzata Oboza (+45), Marcin Moszczuk (open), Michał Andrzejczak (+35), Aleksander Tor (+45), Robert Zając (+55) oraz Mariusz Kurowski i Dariusz Nowak (debel).Mikołajki na korcieW Warszawie w turnieju mikołajkowym grała młodzież. Do prezentów dorzucili się oczywiście organizatorzy ze Szkoły Tenisa Tie Break, ale nic przecież nie zastąpi uczucia, jakie daje wygrany mecz. Z tego powodu najwięcej powodów do radości mieli Adam Piechowski (w kategorii –16 wszystkich starszych rywali) i Kajetan Cygański (–12).Biegun ciepłaZaczęliśmy od ryzykownej tezy geograficznej, tak też kończymy. Jeśli ktoś sądzi, że polski biegun ciepła leży gdzieś na Dolnym Śląsku, to bardzo się myli. Prawidłowa odpowiedź, przynajmniej w miniony weekend, była następująca: Łososina Dolna. Tak, w Beskidach. Dowód jest banalnie prostu – w miniony weekend dało się rozegrać tam turniej na świeżym powietrzu! W obu kategoriach – open i +35 – zwyciężył Edward Oleksy. Tue, 08 Dec 2009 14:32:29 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,158,siostry-radwanskie-na-turnieju-atp-newsletter-nr-502009.html Cesaroki i miejscowi - newsletter nr 49/2009 http://atp.org.pl/aktualnosci,157,cesaroki-i-miejscowi-newsletter-nr-492009.html W Żorach, nie mylić z Żarami, grają w tenisa od lat. Pan Kazimierz dogląda kortów i pilnuje, żeby okoliczni tenisiści się nie lenili. Pan Marek pomyślał natomiast, że lepiej grać z sensem niż bez. Jak pomyślał, tak zrobił – zgłosił turniej do atp i jeszcze przysłał wyczerpujące sprawozdanie. Żeby tak wszyscy organizatorzy…Turniej, tradycyjnie, był deblowy. Kłopot polegał na tym, że w hali są tylko dwa korty nadające się do gry podwójnej, więc liczbę chętnych trzeba było z góry ograniczyć. Nie jak w Londynie do ośmiu par, lecz do dwunastu. Cztery teamy musiały więc pozostać na liście oczekujących.Po krótkim otwarciu i spotkaniu integracyjnym uczestnicy, podzieleni na dwie grupy, rozeszli się na korty. Kto nie grał, ten czekał przy kawie i ciastkach; kto nie kibicował aktualnie grającym, ten rozmawiał o tenisie dużym i małym. Mały cieszył się zresztą większym zainteresowaniem. Dyskusja o tym, jak jeszcze bardziej rozruszać ten sport w całym regionie, była niemal tak zacięta jak mecze turniejowe.A co to za turniej bez niespodzianek? Pierwszą zapachniało na korcie numer 1, kiedy Bronisław Kiełbasa i Krzysztof Kużdrzał przegrali drugiego seta z Markiem Dryką i Robertem Olejniczakiem, ale wywinęli się w tiebreaku. W tym samym czasie najmłodsi uczestnicy zawodów – Michał Kowalski i Sebastian Szemszur, którzy jeszcze nie skończyli 16 lat – pokonali Janusza Kosmala i Wojciecha Kozika. I wcale się tym nie zadowolili, bo z trzema zwycięstwami zajęli w grupie trzecie miejsce.Przed turniejem za faworytów uchodzili Tadeusz Kois i Janusz Kulig oraz Michał Szołtys i Wojciech Wajda. Wojciech Jędrszczyk i Marcin Świder wcześniej w Żorach nie grali, ale po tym, co pokazali – cytujemy: „robili co chcieli z rywalami” – szybko stali się kandydatami do zwycięstwa. Z każdym ich meczem miejscowi tenisiści byli coraz bardziej pogodzeni z myślą, że imprezę wygrają „cesaroki”. Tak w tych okolicach nazywani są mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego.Najlepszy tenis tego turnieju obejrzano w meczu decydującym o pierwszym miejscu w grupie drugiej. Jędrszczyk i Świder pokonali Koisa i Kuliga 6:3, 6:4 i tak awansowali do finału, w którym zmierzyli się z Waldemarem Butanowiczem i Pawłem Michalskim (zwycięzcami, mimo porażki z Kiełbasą i Kużdrzałem, grupy drugiej).Nic nie zapowiadało, że faworyzowani „cesaroki” zejdą z kortu pokonani. Pierwszego seta wygrali, ale w drugim lepsi byli miejscowi. I tak, już po północy, sędzia zarządził tiebreaka meczowego (do siedmiu). Jędrszczyk i Świder prowadzili w nim  5-3, od zwycięstwa dzieliły ich tylko dwie piłki… Aż dwie, ponieważ cztery kolejne zdobyła para Butanowicz i Michalski, okrzyknięta przez pozostałych zawodników „czarnym koniem” imprezy. Tak kwadrans po północy można było przystąpić do dekoracji.A za pomoc, panie Marku, nie ma co dziękować – od tego jesteśmy!Recenzja„Zbigniew Popieluch poszedł jak burza, dopiero w finale udało się urwać mu więcej niż gema”. Czy można dostać lepszą recenzję? I to wystawioną przez jednego z rywali?Zwycięzca kolejnego turnieju o Grand Prix Szkoły Tenisa Net w Warszawie chyba gdzieś się spieszył. Może na urodziny, bo cztery dni przed turniejem skończył 45 lat? W trzech meczach grupowych stracił jednego gema, w ćwierć- i półfinale też po jednym i dopiero w ostatnim pojedynku Maurycy Mrówczyński ugrał trzy. To nie był składkowy prezent od pozostałych uczestników – po prostu ósmy zawodnik rankingu atp wziął co swoje i wrócił do Radomia.Ciąg dalszy nastąpiWielką formą błysnął także Piotr Raciborski, który grupę A turnieju na kortach stołecznego Orła wygrał nawet bez straty gema. W półfinale już z trudem – 9:7 – pokonał Piotra Gembarowskiego, a na mecz ze Zbigniewem Krajewskim musi poczekać do piątku.W Poznaniu zaległości jeszcze większe, ponieważ nieznani są jeszcze półfinaliści Kortowo Cup. Chętnych do gry było tak wielu, a mecze tak zacięte, że nie udało się dokończyć zawodów w przewidzianym terminie. Na ustalenie nowego czekają Piotr Krawiec i Paweł Przybylski oraz Mariusz Szmyd i Ryszard Stawicki. Udało się natomiast dokończyć grupową rywalizację deblistów w kategorii +50. Pierwsze miejsce, bez porażki, zajęli Bogusław Kwiatkowski i Godzisław Wolicki przed Ryszardem Koczorowskim i Bogdanem Szymkowiakiem.Nie inaczej na warszawskich Bielanach. Tam też turniej utknął w fazie półfinałów. Tomasz Sarnecki zagra z Tomaszem Mierzwą, a Rafał Sitarz z Kamilem Guzkiem, który Leszka Września i Piotra Pocieja pokonał dopiero po tiebreakach. Tue, 01 Dec 2009 15:16:16 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,157,cesaroki-i-miejscowi-newsletter-nr-492009.html Zaduma nad losem - newsletter nr 48/2009 http://atp.org.pl/aktualnosci,156,zaduma-nad-losem-newsletter-nr-482009.html Kilkanaście turniejów do wyboru? Ostatni raz tak dobrze było w pierwszy weekend października, kiedy pogoda pozwalała jeszcze grać na kortach otwartych. Później trzeba było „przeprosić się” z nielubianymi balonami. Trudno, co robić… Na szczęście są takie miejsca, gdzie – nawet jeśli śniegu jeszcze nie ma – ścieżki zostały wydeptane i każdy chętny trafi bez problemów.Na przykład na Ursynów. Tam przez cały weekend ciągnęły panie posługujące się rakietą lepiej niż trzepaczką do dywanów, którą wolą zresztą oddać w godne ręce synów, mężów czy kogo tam mają. Tym razem 18 uczestniczek turnieju z cyklu Grand Prix Warszawy Amatorek podzieliło się na sześć grup i udało się do zajęć. Zwyciężczynie plus dwie z najlepszym bilansem spotkań awansowały do ćwierćfinałów i od tej pory każda przegrana oznaczała definitywny powrót do obowiązków domowych.Trudno to nazwać niesprawiedliwością, bo z dwiema porażkami w dwóch meczach nie da się zająć w grupie innego miejsca niż ostatnie. Kiedy jednak oba pojedynki przegrywa się po 7:9 jak Katarzyna Błaszczyk albo po 6:9 jak Iwona Madej, to można się zadumać nad swym tenisowym losem. Przecież kilkunastu gemów nie wygrywa się przez przypadek albo dlatego, że szczęście akurat się uśmiechnęło. Ale z drugiej strony nic tak dobrze nie motywuje jak właśnie tak minimalne porażki.O inny rodzaj motywacji stara się Justyna Jackowska, która częściej wygrywa turnieje niż odpada w ich pierwszej fazie. Ją może „nakręcać” np. rywalizacja z Katarzyną Chmielewską. W tym roku w turniejach pod szyldem atp spotkały się czwarty raz i znowu zwyciężyła Jackowska.Fazę pucharową tego turnieju mogły z sąsiednich kortów podglądać uczestniczki Pomarańczowej Alternatywy, czyli zawodów dla początkujących. Najbardziej obiecujące pierwsze kroki zrobiła Iga Popieluch, której najwięcej kłopotów sprawiła Anna Bąkała – najpierw w grupie (7:5), a na koniec w finale (6:3).Ale się porobiło…Starzy dobrzy znajomi regularnie spotykają się także na kortach Orła w Warszawie. Jak każe tamtejsza tradycja, sobota należy do miłośników gier podwójnych. Tym razem przyszła kolej na deblistów. Kiedy po rozgrywkach grupowych i półfinałach na placu boju pozostały dwie pary, żadna nie mogła powiedzieć „Jesteśmy niepokonani”.Tak się bowiem porobiło, że oba spotkania półfinałowe wygrały duety, które ze swoich grup awansowały z drugiego miejsca. Być może w finale najsprawiedliwszym wynikiem byłby remis, ale ktoś przecież musiał wygrać. No to Cezary Goławski i Robert Szczukiewicz pokonali Rafała Kołodziejskiego i Marka Szamockiego 9:7.Niektórzy wrócili w niedzielę, doszło kilku kolejnych i rozegrano turniej singlowy. Jego przebieg był niemal identyczny jak dzień wcześniej. Jedyna różnica polegała na tym, że ostatni zawodnik, który miał szansę zachować czyste konto – Zbigniew Krajewski – przegrał dopiero w finale. 9:3 pokonał go Łukasz Motor.Finał bez finałuW Lubiczu koło Torunia finału nie było – tam nawet decydującą rundę rozegrano systemem grupowym, ponieważ stawiło się dziewięć par, a wszystkie chciały nagrać się do woli. Bezsprzecznie najlepsi okazali się Andrzej Krauzowicz i Robert Winiecki, którzy zwyciężyli bez straty seta (każdy mecz toczył się do dwóch wygranych partii). Drugie miejsce zajęli Mirosław Hajdus i Piotr Michałkiewicz, a trzecie Marek Ciechanów i Piotr Wernerowicz.O dwóch takich…W Częstochowie niezwykle zgodnie kroczyli do finału Juliusz Barylski i Tomasz Sętowski. W pierwszej rundzie wyeliminowali – odpowiednio – Witolda Zubrzyckiego (nr 3) i Dariusza Chmielewskiego (4), a w półfinałach Oskara Gałuszkę (1) i Mateusza Rozumka (2), czyli wszystkich rozstawionych w tym turnieju. W ostatnim pojedynku lepszy okazał się Barylski – 6:3, 6:3. Tue, 24 Nov 2009 14:32:00 +0100 http://atp.org.pl/aktualnosci,156,zaduma-nad-losem-newsletter-nr-482009.html