11.08.2008, 20:14
Prawie jak F1 - newsletter atp nr 35/2008
W tym przypadku słowo „prawie” robi niewielką różnicę. To już 32. sezon rozgrywek o Grand Prix Wybrzeża. W tym roku rozegranych zostanie łącznie 20 turniejów. Do końca zostało jeszcze sześć, ale szampan już się polał. Uczestnicy GPW wędrują po całym Wybrzeżu. Odwiedzili już kilkanaście ośrodków, choć w tym sezonie spotykają się w pięciu klubach. „Spotykają” – to najwłaściwsze określenie, ponieważ w większości są to stali bywalcy. Bywają jednak także przyjezdni, i to z bardzo daleka. Grali tam już nawet Amerykanie. Polscy amatorzy również pamiętają, że wakacje nad morzem to nie tylko plaża, molo i „monciak”. Scenariusz od lat jest podobny. W sobotę gra ok. 30 osób, co najmniej drugie tyle zajmuje się dopingiem, natomiast na niedzielę zostaje tylko elita. I to też już „nowa świecka tradycja”, że zwycięża Maciej Pieczonka. Mimo że ostatni turniej odbędzie się dopiero pod koniec września, mimo że punkty do rankingu GP będzie można zdobywać jeszcze sześć razy – on już przyjmuje gratulacje. Jako pierwszy w historii wygrał te zawody pięciokrotnie. Organizatorzy byli na to przygotowani i po finale, w którym Pieczonka pokonał Jakuba Rondudę 6:3, 6:2, wręczyli zwycięzcy butelkę szampana. Dalej poszło już nie „prawie”, lecz całkiem jak w Formule 1 – z psikaniem po korcie włącznie.
x x x
Wy też to zauważyliście? Że do Bełchatowa można pojechać z rakietą praktycznie co tydzień? W sezonie letnim BTS As organizuje aż 10 turniejów o Grand Prix atp – dziewięć eliminacyjnych plus masters, zaplanowany na 13-14 września. Pierwszym tenisistą Bełchatowa jest prezydent Marek Chrzanowski. W zawodach wprawdzie nie występuje, nagród nie zdobywa, pierwszego miejsca w rankingu nie szturmuje, ale gra, dając dobry przykład obywatelom. A Bełchatów, finansując działalność towarzystwa, może być wzorem dla innych miast. Każdy turniej GP gromadzi na kortach przeciętnie ok. 30 osób. Jedni startują co tydzień, inni trochę rzadziej, i tak uzbierało się ok. 60 tenisistów-amatorów – nie tylko z Bełchatowa i najbliższej okolicy – którzy walczą o awans do turnieju masters. Miłe złego początki, o czym przekonał się Artur Matuszewski. Przez dwie rundy przeszedł wygrywając 6:0, 6:0, potem namęczył się, aby pokonać Piotra Radziejewskiego 6:3, 4:6, 6:3 i awansował do finału kategorii open. Nie dość, że Wojciech Sawicki rozegrał jeden mecz mniej – taki przywilej najwyżej rozstawionego, jeśli nie ma chętnych do wypełnienia drabinki – to w każdej partii tracił tylko po dwa gemy. Zachował więc trochę więcej sił i zwyciężył 6:3, 3:6, 6:3. W kategorii +50 bez straty seta triumfował Janusz Słomiński – w finale 7:5, 6:1 z Marianem Glocem. Najsilniejszą parę deblową, co w tenisie amatorskim zdarza się dość często, stworzyli najlepsi singliści. W decydującym spotkaniu Artur Matuszewski i Wojciech Sawicki z dużym trudem pokonali Waldemara Nowatkowskiego i Piotra Radziejewskiego 3:6, 7:5, 13-11.
x x x
Na kortach Orła Warszawa, jak niemal co weekend, coś dla solistów i coś dla miłośników bardziej urozmaiconych wrażeń. Singliści załatwili sprawy w najmniej skomplikowany sposób – kto przegrał, ten się pakował i albo wracał do domu, albo dopingował kolegów. W finale Grand Prix Warszawy Amatorów Łukasz Cyrański pokonał Dariusza Krakowiaka 6:2, 6:3. Turniej mikstowy rozgrywano najpierw w grupach – po dwie pary zdobywały awans – a następnie, od ćwierćfinałów, systemem pucharowym. Pierwsze miejsce zdobyli Elżbieta i Marek Bauciowie, którzy w finale zwyciężyli Katarzynę Melibrudę i Cezarego Goławskiego 7:5.
x x x
Na koniec wędrówki po polskich kortach zajrzyjmy do gościnnego Dzierżoniowa. Gościnnego, bowiem wśród 19 uczestników weekendowego było aż 15 przyjezdnych. Poza tym miejscowi gracze nie sprawiali im większych kłopotów. Jedynym wyjątkiem okazał się Zbigniew Czech, który honoru swojego miasta bronił aż do półfinału. Trafił w nim na Artura Kurasza, najlepszego tenisistę tych zawodów. Czech przegrał 3:6, 1:6. W finale Bartosz Wargin „utargował” tyko trzy gemy więcej.

|
|